piątek, 8 marca 2013

1 Rozdział

1663r.; Londyn, Anglia

Carlisle:

    Okropny dzień, mglisty i pochmurny. Ojciec umiera i daje mi wskazówki... wskazówki na łapanie wampirów. Nie jestem taki jak on... nie jestem. Nie chcę być taki.  Wielu niewinnych ludzi spłonęło przez niego na stosie, bo myślał, że są wampirami.  Nie cieszyło mnie szukanie zła w niewinnych ludziach. Byłem nawet inteligentny i wytrwały. Musiałem spełnić ostatnią wole ojca. Jeszcze w ten sam dzień, gdy mój rodzony ojciec umarł poszedłem szukać wampirów. I znalazłem, znalazłem  grupę wampirów żyjącą w rurach. kanalizacji miejskiej. Zatrzymałem się i pomyślałem "W co ja się pakuje, muszę uciekać!" jednak było już za późno na odwrót. Nagle wyłonił się wampir, wyglądał na bardzo głodnego. Zaatakował dwóch ludzi, którzy byli ze mną... a mnie tylko zranił. Wiedziałem, że każdy, kto zostanie ugryziony przez potwora, skończy na stosie. Więc ile miałem sił w nogach zacząłem biec w stronę lasu, było mi zimno i dziwnie się czułem. Kiedy już wbiegłem w głąb zauważyłem jaskinie. Tam się poczołgałem. Nastąpiła przemiana, ani razu nie krzyknąłem, mimo wielkiego  bólu. Kiedy przemiana wreszcie się zakończyła, zdałem sobie sprawę z tego, kim się stałem. Czułem się okropnie z dwóch powodów... po pierwsze uważałem ojca za idiotę, że wierzy w wampiry chociaż teraz wiem, że to prawda, a po drugie byłem mordercą. Nie tak miało wyglądać moje życie. Chciałem iść i ratować ludzi, a nie ich zabijać Głodziłem się, chciałem ze sobą skończyć. Niestety, wampiry są nieśmiertelne. To był jakiś koszmar. Byłem coraz słabszy. Pewnego dnia wyczołgałem się z jaskini żeby pobyć trochę na świeżym powietrzu, przebiegało akurat tamtędy stado jeleni. Nie wytrzymałem rzuciłem się na jednego i smakował... dobrze. Straszne pieczenie w gardle przeszło. Poczułem, że wracają mi siły... poczułem, że żyje. Od tamtej pory postanowiłem żywić się tylko zwierzętami. W ten sposób nie będę musiał zabijać niewinnych istot ludzkich.    Kiedy w początkach XVII wieku studiowałem we Włoszech, dowiedziałem się o  Volturi, jest to stary klan wampirów założony przez Aro, Marka i Kajusza. Wampiry z tej grupy różniły się od mieszkańców londyńskich ścieków. Były eleganckie i wyrafinowane. Na początku podziwiałem ich za wysoką kulturę. Niestety, Aro, Marek i Kajusz próbowali przekonać mnie, bym porzucił "wegetarianizm" Nie mogłem się na to zgodzić. Czułem się coraz bardziej samotny oraz chciałem znaleźć inne wampiry, które wierzyłyby, że można żyć bez zabijania ludzi. W końcu po kilkunastu latach zastanawiania się czy znajdę takie wampiry... wyjechałem do Ameryki. Okazało się, że wcale nie jest tam tak, jak oczekiwałem. Nie znalazłem podobnych do siebie wampirów. Mogłem jednak pomagać ludziom. Pracowałem jako lekarz w szpitalu, w Chicago. W tamtym czasie panowała Hiszpanka, dużo ludzi umierało. Spotkałem tam bardzo miłą panią, niestety nie dało się jej już pomóc medycyną. Powiedziała tylko, że mam ratować jej syna, który leżał obok. Sam już nie wiedziałem, czy można kogokolwiek tak skrzywdzić i skazać na bycie wampirem. Spojrzałem na chłopaka, który miał na imię Edward. Zaraz po tym jego matka zmarła. Na twarzy malowało mu się dobro. Ostatecznie zadziałałem, ugryzłem go. Przemieniłem go we wampira.


Mamy nadzieję, że Wam się spodoba, to od was zależy czy będziemy pisać dalej. Pozdrawiamy Donia i Ola.  :)